SIMPLISTIC
BLOG LIFESTYLOWY
Która z Was nie zna określenia „instagramowe brwi”? Myślę, że większość się z nim spotkała i dokładnie wie, o co w nim chodzi. No właśnie – o co? Termin ten powstał po narodzeniu się trendu na gęste, ciemne brwi, które stały się must have mnóstwa dziewczyn. 
Dzisiaj jednak o większą popularnością cieszy się bardziej naturalna otoczka naszych oczu, którą zapoczątkował jeden z aniołków Victoria's Secret – Gigi Hadid. I właśnie temu tematowi poświęcony będzie ten wpis – powiem o sposobie na naturalnie gęste, ciemniejsze brwi, które nie potrzebują dodatkowego konturowania. 

olej rycynowy

Jak to zrobić?
Odpowiedź na to pytanie widnieje na powyższym zdjęciu – w zagęszczeniu, przyciemnieniu i przyspieszeniu wzrostu brwi, pomoże nam olej rycynowy
Stosowany codziennie na oczyszczone włoski wzmacnia je i jednocześnie pobudza do wzrostu, na czym najbardziej nam zależy, prawda? 
Podczas zapuszczania brwi, trzeba oczywiście pożegnać się z pęsetą – jedno z cięższych wyrzeczeń podczas tego okresu, gdyż nowe włoski są bardzo... irytujące. Cierpliwość należy do kluczowych czynników w drodze do pięknych brwi – co prawda u mnie pierwsze efekty widoczne były już po ok. 1,5 tygodnia codziennego stosowania. Każdy jednak reaguje inaczej, w związku z czym jakiekolwiek rezultaty mogą być widoczne szybciej, bądź (niestety) później niż u mnie.
Pierwotnym działaniem olejku rycynowego jest przeczyszczanie, więc radziłabym uważać podczas jego stosowania. ;)

sposób na gęste brwi
Z pewnością liczycie na zdjęcie mojej „przemiany”, niestety w dzisiejszym wpisie jeszcze się powstrzymam przed publikacją „nowych brwi”, a pochwalę się nimi, gdy już  100% będę z nich zadowolona. :)

Ciekawa jestem, czy znacie ten sposób? A może macie inne ciekawe pomysły na pobudzenie brwi do wzrostu?





📅   📌   🔎 CAŁY WPIS Pin ThisShare on Google Plus
Myślę, że na początku wpisu nie wypada mi nie powiedzieć kilku słów na temat nowej nazwy bloga. Przyznam szczerze, że jej zmiana chodziła mi po głowie już od kilku (jak nie kilkunastu) miesięcy. Nie edytowałam jej jednak z tego względu, iż szkoda mi było tracić poprzednią domenę i – chcąc, nie chcąc – przyzwyczaiłam się do niej. 
W końcu jednak po kilku godzinach myślenia o tym, jak mógłby się blog nazywać, połączyłam ze sobą dwa słowa, które były jednymi z najczęściej się tu pojawiającymi, tyle że w języku angielskim, mowa o simplicity i minimalistic, z których powstało: Simplistic. Ciekawa jestem, co sądzicie na jej temat? Domyślam się, iż wielu Czytelników przez pewien czas będzie miało problem z „przerzuceniem” się na nowy adres, w związku z czym na razie wpisując w wyszukiwarkę „itspaulinab.pl” będziecie przekierowywani na simplistic.pl. :)

Nie martwcie się (o ile to robicie), wraz ze zmianą nazwy bloga, nie przeszedł on także metamorfozy, jeśli chodzi o główną tematykę – nie będzie to strona modowa. Korzystając jednak z ładnej pogody i odrobiny wolnego czasu, postanowiliśmy zrobić kilka zdjęć mojej letniej stylizacji (w moich standardowych kolorach). 
Białe spodenki kupione były jakieś 4 lata temu, więc niemożliwe jest znalezienie ich w sklepach. Koszulka jednak to ten sam model jak ta szara z poprzedniego wpisu ze stylizacją.  O balerinach również była już mowa, a model dekoracyjnych ramiączek do biustonosza, które widoczne są na pierwszym zdjęciu, świetnie dopełnia każdy strój, dzięki czemu nie potrzebujemy większej ilości dodatków. :)

letnia stylizacja
falowane włosy
białe spodenki
baleriny z h&m
bluzka – Zara  /  spodenki – Mohito  /  baleriny – H&M

Zdaję sobie sprawę z tego, że na powyższych zdjęciach jestem wręcz biała, jednak mam nadzieję, że jeszcze tego lata zdążę nabrać nieco koloru. ;)





📅   📌   🔎 CAŁY WPIS Pin ThisShare on Google Plus
Przyznam szczerze, że chyba nie potrafiłabym się odnaleźć w prowadzeniu bloga modowego. Dlaczego? Nie trudno zauważyć, iż 99% moich „stylizacji” wygląda tak samo, w związku z czym prawdopodobnie każdy post poświęcony modzie wyglądałby tak samo. Tematyka mojego bloga na szczęście jest na tyle zróżnicowana, iż wpisy z outfitami pojawiają się dużo rzadziej niż np. te lifestylowe. Przechodząc jednak do meritum...

Dzisiaj przedstawić chcę Wam kilka elementów mojej garderoby, które od kilku miesięcy są moimi absolutnymi ulubieńcami. Spodnie typu boyfriend podobały mi się chyba już od momentu, kiedy stały się must have każdej dziewczyny, twierdziłam jednak, iż jestem za niska i że ogólnie moja figura nie nadaje się do noszenia tego typu rzeczy. Aktualnie do mody podchodzę z nieco większym dystansem i staram się nie ograniczać do panujących przekonań w kwestii tego „co komu pasuje”. Tym sposobem dżinsy z przetarciami stały się moimi ulubionymi! 
Szarą bluzkę, którą widzicie na zdjęciach, kupiłam również w kolorze czarnym – fakt, iż po kilku miesiącach częstego użytkowania wygląda jak nowa (serio!), skutecznie przekonał mnie do posiadania jej w kilku wersjach kolorystycznych.
Natomiast jeśli chodzi o baleriny, to jest to prawdopodobnie jeden z ulubionych modeli obuwia większości dziewczyn (co nie?). Jeśli szukacie czegoś na sezon – może dwa, to polecam te z H&M, kosztują niecałe 40 zł, a są bardzo wygodne i wbrew pozorom całkiem wytrzymałe.

polish girl
spodnie typu boyfriend
mesh bracelet
bransoletka zegarek
Zegarek ze zdjęć miał już swoją premierę na blogu w poprzednim wpisie. Mówiłam wtedy m.in. o tym, iż mam problem z jego szlufkami, które nie trzymają paska. Jak widzicie obok, znalazłam na to patent – zegarek noszę odwrotnie i, jeśli mam być w 100% szczera, to ta opcja dużo bardziej mi odpowiada. Przez jego wąską bransoletę wygląda jak oryginalna... bransoletka. Polecam osobom, które mają podobny problem z ulubionym zegarkiem! ;)
proste baleriny
bluzka – zara   /   spodnie – cream  /  buty – h&M  /  torebka – paulinaschaedel  /  zegarek – gino rossi

A jakie Wy macie podejście do mody? I co sądzicie o spodniach typu boyfriend?





📅   📌   🔎 CAŁY WPIS Pin ThisShare on Google Plus
Już od jakiegoś czasu zabieram się za stworzenie tego wpisu, cały czas jednak coś skutecznie uniemożliwiało mi jego napisanie. Dzisiaj jednak nareszcie przychodzę do Was z postem o kolejnym, trzecim już, zegarku, który dołączył do mojej minikolekcji. 

Szczerze mówiąc, nigdy nie należałam do osób, które nie wyobrażały sobie wyjścia z domu bez zegarka na ręku (w sumie cały czas nie należę), zdaję sobie jednak sprawę z faktu, iż potrafią one świetnie uzupełnić prosty strój. Ten z dzisiejszego wpisu, tak jak jego poprzednik, również pochodzi ze sklepu ginorossi.org, gdzie niedrogo możecie zakupić modne i nieodbiegające nadto jakością zegarki – zarówno męskie, jak i damskie. 

zegarek na bransolecie typu mesh
zegarek – gino rossi

zegarek damski gino rossi
Porównując zegarek z pierwszego wpisu o produktach marki Gino Rossi, stwierdzam śmiało, że ten, który pokazuję Wam dzisiaj, jest (niestety) gorszej jakości.
Po dwóch dniach noszenia „złoto” w niektórych miejscach zaczęło się ścierać, a szlufki mające za zadanie trzymacie paska, aby nie odstawał, nie spełniają swojej roli.

Mówiąc więc zupełnie szczerze – jeśli w planach miałyście, dziewczyny zakup któregoś z zegarków tej firmy, to mogę szczerze polecić ten o numerze 1874B-3D1, który nawet mimo nieco dużej tarczy wygląda bardzo dobrze na ręce. :)











A bez czego Wy nie ruszacie się z domu? Bez zegarka? :)
Ciekawa jestem też, jakich firm zegarki polecacie? Szczególnie interesują mnie te, w całości w kolorze czarnym. :)

Wpis powstał w ramach współpracy z marką Gino Rossi





📅   📌   🔎 CAŁY WPIS Pin ThisShare on Google Plus

© 2012 - 2016 SIMPLISTIC.PL. Wszystkie prawa zastrzeżone!  BLOGGER.com