SIMPLISTIC – blog lifestylowy

NAJNOWSZY POST
📅     
Ostatnio bardzo mocno wkręciłam się w planowanie i spisywanie celów. Ponadto, zainspirowana postem Olgi postanowiłam opublikować coś podobnego u siebie i publicznie zaprezentować moje cele i plany na najbliższe, jesienno-zimowe, miesiące.

Pierwszy raz tutaj? Śledź bloga na Facebooku, Bloglovin' lub Bloggerze, aby być na bieżąco! :)
Przyznam szczerze, że gdy pod koniec grudnia/na początku stycznia spisuję podsumowanie minionego roku, dociera do mnie ile wspaniałych chwil miałam okazję przeżyć i jak wiele osiągnęłam.

Zawsze też wydaje mi się, że każde kolejne dwanaście miesięcy nie jest w stanie przynieść mi tyle samo radości. Zabawne, jak bardzo się mylę. Każdy kolejny okres zdaje się być jeszcze lepszym od poprzedniego i naprawdę jestem wdzięczna za to, co mam, co udało mi się zdobyć i co jeszcze przede mną.

Mam nadzieję, że czujecie się podobnie i po prostu jesteście szczęśliwi, realizując jednocześnie swoje plany i marzenia. :)

Wracając jednak do tematu moich celów, poniżej znajdziecie kilka punktów, które już zaczęłam realizować i dzięki którym po prostu czuję się lepiej sama ze sobą. Przyznam, że studiując i pracując jednocześnie bardzo brakowało mi czasu na takie małe, z pozoru zwykłe, przyjemności, jak np. czytanie książek, blogów i po prostu „marnowanie” chwil na interesujące mnie kwestie. :)

Moje cele i plany na najbliższe miesiące:

• regularnie ćwiczyć
Oczywiście cały czas staram się ćwiczyć w miarę możliwości jak najczęściej, planuję jednak jeszcze bardziej przyłożyć się do pilnowania tego, aby dany trening wykonać.
• czytać więcej książek
Jak wspomniałam wcześniej, po prostu czas nie pozwalał mi na skupienie się na tej części samorozwoju, a skoro teraz mam możliwość spędzania chwil z książką, chcę w pełni to wykorzystać! :)
• robić więcej zdjęć
Już od dobrych kilku lat pasjonuję się fotografią, jednak przez długi czas nie miałam zarówno ochoty, jak i weny do robienia zdjęć. Jesień jest jednak dla mnie okresem bardzo inspirującym, przez co już odczuwam chęć ciągłego trzymania aparatu w ręce.
• publikować więcej treści na blogu
Mam nadzieję, że zdążyliście zauważyć, że jest to jeden z tych celów, który już udaje mi się wplatać w życie. Blog jest moją pasją, która mnie rozwija i której na pewno nie mam zamiaru porzucać. Dlatego też będę tu częściej. Na razie nie wiem, jaka będzie częstotliwość publikacji, jednak na pewno postów będzie więcej, aniżeli w poprzednich  miesiącach. :)
• angażować się w życie blogosfery
Rzadko kiedy komentuję Wasze posty i odpowiadam na opinie, które pozostawiacie u mnie. Tę kwestię również zaczęłam powoli zmieniać. Spędzanie 50% życia w internecie nigdy nie było moim zamiarem i to się raczej nie zmieni, jednak chcę poświęcić trochę więcej czasu czytelnikom SIMPLISTIC, jak i twórcom, których pracę doceniam.

Wiem, to tylko pięć punktów, ale wychodzę z założenia, że lepiej postawić sobie niewielką ilość celów, niż wziąć na siebie zbyt dużo i czuć ciągłą presję i niezadowolenie z siebie. :)

Koniecznie napiszcie, jakie plany Wy chcecie zrealizować tej jesieni, albo standardowo zostawcie link do siebie, jeśli i u Was pojawił się podobny temat! :)

ZOBACZ WPIS  ❭





📅     
W związku z tym, że ostatni raz post z kategorii „najlepsze kosmetyki” pojawił się na blogu w styczniu (!), postanowiłam podzielić się z Wami krótkimi opiniami na temat trzech produktów, które pomimo niskich cen są naprawdę warte uwagi.

Pierwszy raz tutaj? Śledź bloga na Facebooku, Bloglovin' lub Bloggerze, aby być na bieżąco! :)
Nie wiem, czy zdążyliście już zauważyć, ale nie lubię wydawać dużych kwot pieniędzy na kosmetyki do makijażu – sprawa ma się inaczej w kwestii produktów do pielęgnacji, jednak jest to temat na inny post. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że jesteśmy w stanie znaleźć naprawdę fajne, spełniające swoje zadanie artykuły w bardzo przystępnych cenach.

Poniżej znajdziecie moich trzech ulubieńców sierpnia i września, którzy zaskoczyli mnie swoją jakością.

Catrice Prime and Fine

Baza pod cienie / Catrice, Prime and Fine

Tak rzadko wykonuję makijaż oczu przy użyciu cieni, że nie miałam nawet w posiadaniu jakiejkolwiek bazy. Zdając sobie jednak sprawę z faktu, iż na własnym ślubie chcę, aby makijaż był nienaruszony przez dobre kilka godzin, postanowiłam rozejrzeć się za produktem utrwalającym m.in. cienie na powiekach.

Tym sposobem, po przeczytaniu wielu pozytywnych recenzji po raz kolejny dałam szansę marce Catrice i jak zwykle się nie zawiodłam.

Kosmetyk Prime and Fine spełnia swoje zadanie, sprawia, że cienie się nie rolują i pozostają na swoim miejscu przez długi czas. Dzięki precyzyjnemu aplikatorowi używanie produktu jest banalnie proste, ponadto nie jesteśmy w stanie przesadzić z jego ilością, gdyż na wspomniany pędzelek nabiera się idealna proporcja.


Korektor pod oczy / Catrice, Liquid Camouflage High Coverage Concealer

Catrice Liquid Camouflage High Coverage Concealer
Od dobrych kilku lat jestem wierną fanką jego wersji w kremie, a zważywszy na to, że poprzedni korektor pod oczy właśnie mi się skończył zdecydowałam się na zakup jego odpowiednika w płynie.

Mówiąc szczerze, już nie dziwią mnie te wszystkie pozytywne opinie, a powiem więcej – nie miałam lepszego produktu do ukrywania cieni pod oczami i rozjaśniania tej strefy.

Liquid Camouflage jest bardzo lekki, a tym cechuje się dobrym kryciem dając jednocześnie naturalny efekt. Chcecie więcej? Jego cena nie przekracza 20 zł! :)

Maybelline Color Sensational

Nawilżająca pomadka do ust w kolorze 715 Choco Cream / Maybelline, Color Sensational

W trakcie poszukiwań delikatnej pomadki w kolorze nude, natknęłam się na ten przepiękny odcień, który na ustach wygląda bardzo naturalnie, na czym bardzo mi zależało.

Pomadka z serii Color Sensational ma za zadanie wygładzać i nawilżać usta. Szczerze mówiąc nie zauważyłam, aby obietnice te zostały spełnione, ale nie zmienia to faktu, że szminka utrzymuje się na ustach przez kilka godzin i schodzi z nich równomiernie, tym samym nie dając nieestetycznego efektu.

Jeśli poszukujecie aktualnie produktu do ust w kolorze naturalnego nude, to serdecznie polecam odcień 715 Choco Cream od Maybelline. :)




Jak widzicie, rzadko kiedy decyduję się na zakup nowych, niesprawdzonych kosmetyków, których nie pokazywałam wcześniej na blogu. Należę raczej do tej grupy osób, które są wierne sprawdzonym produktom. Jest to świetny sposób na uniknięcie zbędnych rozczarowań i wydawania pieniędzy na produkty, których nierzadko nie jesteśmy w stanie zużyć do końca. :)

Dajcie znać, jakie kosmetyki sprawdziły się u Was – jeśli pojawił się u Was post na ten temat, nie zapomnijcie go podlinkować! :)

ZOBACZ WPIS  ❭





📅     
Muszę przyznać, że stworzenie (bo robiliśmy je sami) zaproszeń, które w 100% spełniłyby nasze oczekiwania było najtwardszym orzechem do zgryzienia w trakcie organizacji ślubu. Jeśli więc jesteście na etapie wyboru, bądź poszukiwania inspiracji dotyczących tej kwestii, mam dla Was kilka ciekawych linków i porad. :)


Odkąd pamiętam byłam zdania, że zaproszenia na swój ślub na pewno zaprojektuję sama, bo jeśli mowa o grafice, designie itp. jestem nieco wybredną osobą i po prostu wydawało mi się, że mało kto sprosta moim oczekiwaniom.

Gdybym tylko wiedziała, jakie to czasochłonne!

proste zaproszenia ślubne
Oczywiście samo ich stworzenie zabrało stosunkowo mało czasu porównując do tego, jak długo zastanawialiśmy się nad wyborem odpowiedniego fontu, kolorów i wielkości – gdyby ktoś wcześniej powiedział mi, że aż tyle aspektów uważa się za istotne, popukałabym się w czoło.

Na szczęście wraz z mężem (nadal nie mogę się przyzwyczaić) mamy bardzo podobny gust, więc pomysł na stworzenie zaproszeń w kolorze écru i granatu (jego garnitur był granatowy, natomiast moja suknia ślubna właśnie écru) wydał nam się najlepszy. Kwestie wspomnianego rozmiaru i rodzaju pisma były w naszym przypadku najbardziej problematyczne, ale jak widać i z tym daliśmy sobie radę. ;)

własne zaproszenia ślubne
Przyznam, że kopalnią inspiracji jak zwykle okazał się Pinterest, ale wiele świetnych, prostych zaproszeń znalazłam też na Etsy.

Jeśli jednak nie możecie sobie pozwolić na to, aby poświęcić czas na stworzenie swoich własnych propozycji, a zależy Wam na czymś oryginalnym, to mam dla Was dobrą wiadomość.

Przeglądając strony poświęcone przeróżnym dekoracjom ślubnym natknęłam się na kilka polskich (!) firm oferujących przepiękne, niebanalne zaproszenia i jestem pewna, że nie jedno z Was znajdzie u nich coś dla siebie. Poniżej przedstawiam kilka projektów mojego ulubieńca – Soap Bubble (kliknijcie zdjęcie, aby przejść na konkretną stronę). :)

ZDJĘCIA POCHODZĄ ZE STRONY SOAP BUBBLE

Podejrzewam, że gdyby nie fakt, iż uparłam się na projekt własny-własny, zdecydowałabym się na złożenie zamówienia na powyższej stronie. Niemniej jednak nie żałuję swojej decyzji i nadal jestem zadowolona z efektu końcowego, jaki udało nam się wspólnie osiągnąć. :)

Dajcie znać, jak temat zaproszeń ślubnych wyglądał/wygląda u Was! Zdecydowaliście się na projekt własny, czy skorzystaliście z gotowego rozwiązania? Nie zapomnijcie podać linku do ulubionej pracowni. :)

P.S. Wpis nie jest sponsorowany i nie powstał w ramach współpracy z firmą Soap Bubble.

ZOBACZ WPIS  ❭





📅     
Mimo, że współprace między firmami a blogerami są już zwyczajnym zabiegiem marketingowym, postanowiłam zwrócić uwagę na błędy, jakie popełniają influencerzy podczas kontaktu z przedstawicielem marek, a także podzielić się z Wami kilkoma radami, które zdecydowanie usprawnią Waszą relację z potencjalnym zleceniodawcą.

Pierwszy raz tutaj? Śledź bloga na Facebooku, Bloglovin' lub Bloggerze, aby być na bieżąco! :)
Od niemal od dwóch lat pracuję na stanowisku specjalisty ds. marketingu, a jednym z moich zadań jest kontakt z blogerami, w związku z czym na co dzień mam styczność z błędami, jakie popełniają osoby zwracające się do danej firmy z propozycją kooperacji.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie wiem wszystkiego, post ten ma na celu przedstawienie tego, co dla mnie jako decydenta, jest problematyczne w kwestii nawiązania współpracy między blogerem a firmą.

Mam nadzieję, że poniższe punkty okażą się pomocne i ułatwią Wam rozpoczęcie współpracy z markami!

Czego nie robić podczas kontaktu z marką?

1 Przede wszystkim nie należy pisać do firmy z pewnością, iż na 100% przyjmie Waszą ofertę. Marki są różne, tak samo ich priorytety, w związku z czym fakt posiadania 10 000 obserwatorów na Instagramie, przy czym profil uzupełniony jest jedynie 5 zdjęciami, nie sprawi, że adresat Waszej wiadomości przyjmie Was z otwartymi ramionami.
2Jeśli firma z jakiegoś powodu odmówi współpracy, nie decydujcie się na ponowienie kontaktu po miesiącu, dwóch. Dajcie trochę czasu – zarówno sobie, jak i danej marce, być może sami zdecydują się na przedstawienie Wam swojej oferty.
3Jeśli dopiero co założyliście profil np. na Instagramie, a już zależy Wam na nawiązywaniu współpracy z firmami, nie piszcie w pierwszej wiadomości „mój profil jest na razie mały, ale …”. Są przedsiębiorstwa, które nie zdają sobie sprawy z tego, jak odróżnić „duży profil” od „małego”, nie warto więc z góry prezentować swoich słabych stron.
4Podobnie do poprzedniego punktu, nie informujcie przedstawiciela firmy o tym, że dopiero zaczynacie kooperacje, bądź – co gorsza – że byłaby to Wasza pierwsza współpraca.
Patrzcie na to, jak na standardowy rodzaj pracy – jak wiemy, większość przedsiębiorstw szuka doświadczonych pracowników. ;)
5Prawdopodobnie najważniejszy punkt tej części – nie kłamcie. Bardzo łatwo jest sprawdzić wiarygodność danej osoby, to czy followersi na Instagramie są kupieni, bądź rzekome ogromne statystyki bloga.

Pamiętajcie, że dana marka promując się za pośrednictwem współpracy z blogerami i influencerami, decyduje się na kooperację z tymi osobami, które charakteryzują się pozytywnymi cechami osobowości, nie bądźcie więc aroganccy i nieuprzejmi, jeśli w danym momencie otrzymacie odpowiedź negatywną. Cały czas się rozwijacie i zmieniacie kontent, więc w każdym momencie dana marka może zainteresować się Waszą działalnością. :)

O czym nie zapominać podczas kontaktu z marką?

1Pamiętajcie o tym, żeby się przedstawić. Wiem, dziwne, ale nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak często koresponduję z kimś, kogo imienia nawet nie znam.
2Kolejna zadziwiająca mnie kwestia – nierzadko zdarza się, że nadawca, przedstawiając swoją ofertę współpracy, nie podaje linku do swojego bloga lub profilu w mediach społecznościowych.  Nie zapominajcie o tym!
3Kontynuując poprzedni punkt – gdy piszecie do firmy, Waszą mocną stroną jest oferta, jaką możecie jej przedstawić. Warto więc napisać kilka słów o tym, na co z Waszej strony może liczyć dana marka.
4Ostatni punkt dotyczy stosowania się do zasad pisowni. Jeśli na dzień dobry dana osoba reprezentuje sobą brak znajomości podstaw ortografii i interpunkcji, to naprawdę ciężko jest brać ją na poważnie.

Nie można nie zauważyć, że wiele osób decyduje się na prowadzenie swojej strony, bądź profilu na Instagramie tylko z pobudek czysto materialnych, co – nie ukrywam – jest nieco przerażające.

A może Wy znacie jakieś rady, które przydadzą się innym blogerom podczas nawiązywania współpracy?

ZOBACZ WPIS  ❭





© 2012 - 2017 SIMPLISTIC. Wszystkie prawa zastrzeżone!@ SIMPLISTICBLOG